Tytuł


Jest to blog o tematyce yaoi - miłość męsko-męska.

Jeśli nie tolerujesz tego typu rzeczy po prostu wyjdź.

sobota, 31 grudnia 2016

Dzień końca świata

beta: Katja
Wszelkie błędy są wynikiem mojej ignorancji.
_________________________

W dzień końca świata świeciło słońce. Tego też dnia Sasuke miał wyjątkowo ciężki poranek, mimo że wstawanie o świcie przychodziło mu zazwyczaj bez problemu. Czuł się okropnie z bólem głowy, przeszywającym czaszkę, oraz suchością ust. Przeklinał moment, kiedy to uległ i skosztował alkoholu, serwowanego przez wynajętych barmanów. Poniekąd nie wypadało odmawiać, poza tym pił za zdrowie własnego brata. Marne usprawiedliwienie, pomyślał, wiedząc, że toast wznosili jedynie raz, a reszta procentów we krwi znalazła się wyłącznie z wolnej woli Uchihy.
— Wyglądasz koszmarnie —  oznajmił Suigetsu przy śniadaniu. —  Naprawdę okropnie, stary.
— Mam lustro, ale dzięki —  mruknął, wrzucając tabletkę aspiryny do szklanki. —  Umiesz pocieszyć człowieka.
— Stwierdzam fakt. A jeśli nie umiesz pić, to tego nie rób. — Hozuki uśmiechnął się pod nosem. — Mógłbyś zrobić sobie dzień wolny od pracy i odchorować. Nie wiem, czy wiesz, ale to, co wyprawiasz, posiada swoją nazwę. — Upił łyk kawy, po czym westchnął, zauważając pytający wzrok przyjaciela. —  Pracoholizm, Sasuke. Nie zapominaj, że masz chłopaka, przyjaciół, życie.
—  Tak, mam, dlatego staram się wyrobić z projektem w tym tygodniu, aby zabrać gdzieś Naruto. —  Oparty o blat kuchenny, skupił spojrzenie na panelach. —  Chociaż to nie taki zły pomysł, by zostać dzisiaj w domu — przyznał.
— Ja i złe pomysły? To się wyklucza, szczególnie, że mam dzisiaj randkę z piękną blondynką, poznaną wczoraj u Itachiego. — Wyszczerzył zęby. —  Zostawiam cały dom dla ciebie.
Sasuke pokręcił głową z politowaniem, bo w końcu ileż można randkować?
Po złagodzeniu skutków wczorajszej imprezy wrócił do łóżka. Przed zaśnięciem wysłał jeszcze wiadomość do Naruto, by zaprosić chłopaka na wieczór. Uśmiechnął się, widząc natychmiastową, pełną oburzenia, odpowiedź:


Przegrałem przez Twojego SMS-a, cholerny draniu!


Uzumakiego jak zwykle pochłaniała praca. Więcej czasu poświęcał grom niżeli wykonywaniu obowiązków. Co prawda, żadnych nigdy nie zaniedbał, jedynie robił wszystko na ostatnią chwilę. Pracodawca jednak zadowolony był z efektów i to liczyło się najbardziej.


***


Mgła rozmywała obraz widniejący przed oczami Sasuke oraz rozpraszała promienie słońca. Plaża, ocean i rozmazane niebo wyglądały tak, jakby zostały namalowane pastelami. Odczuwał kompletny spokój, stąpając po miękkim piasku. Ledwie rejestrował szum fal, dźwięk zdawał się być daleko, mimo że chłopak stał jedynie metr od wody.
—  Sasuke. —  Usłyszał szept. Miał wrażenie, że głos znajdował się w jego głowie, a jednocześnie dochodził zza pleców. —  Draniu, zdejmij te swoje emo ciuchy chociaż na plaży. —  Głośny śmiech wypełnił przestrzeń. Uchiha poczuł lekkie szarpnięcie za rękę, co zmusiło mężczyznę do obrócenia się. Chwilę po tym ujrzał Naruto, którego oczy wypełniało tak wiele życia. —  No już, ciemny przyciąga słońce, a ty za nim nie przepadasz.
—  Gdzie jesteśmy, Naruto? —  mruknął i automatycznie zrzucił ubrania.
Uzumaki przejechał palcem wskazującym po klatce Uchihy od mostka do połowy lewej piersi. Dotyk był ledwie wyczuwalny, choć przyjemny. Wszystko wydawało się nierzeczywiste, a mgła gęstniała z każdą kolejną chwilą. Ziemia pod ich stopami zadrżała, chwilę później kolejny raz, choć mocniej.
—  Muszę iść, Sasuke.
Po tych słowach mężczyznę ogarnął niepokój. Próbował chwycić za rękę wymijającego go Naruto, jednak dłoń przecięła ciało chłopaka, jakby ten nie istniał. Słowa ugrzęzły w gardle, odbierając oddech. Chciał krzyczeć, powstrzymać Uzumakiego przed wejściem do oceanu, który nagle stał się niespokojny, jednak mógł jedynie bezsilnie patrzeć, jak ukochana osoba niknie powoli pod wodą. Paraliżujący strach uniemożliwiał stawienie najmniejszego kroku. Upadając na kolana, ostatni raz zwrócił wzrok ku szalejącym falom, zanim zapadła ciemność.


***


Gwałtownie podniósł się do siadu, wyrywany z koszmaru. Oddychał szybko i mocno, wciąż odczuwając lekki paraliż. Rzucił okiem na zegar, wiszący przy drzwiach. Zdziwiony późną godziną, wstał szybko, sprawdzając, czy Naruto przebywał w mieszkaniu. Uzumaki miał przyjść już dwie godziny temu, mimo to Sasuke nie został przez chłopaka obudzony.
—  Naruto? — rzucił, jednak odpowiedziała mu cisza. Dodatkowo pomieszczenia wypełniała ciemność, ewidentnie więc Uchiha był sam.
Wrócił do sypialni, słysząc głośne wibracje telefonu. Miał nadzieję, że to połączenie od chłopaka, jednak na ekranie wyświetliło się imię przyjaciela. Odbierając, poczuł ukłucie niepokoju.
—  Sasuke? —  Głos Suigetsu brzmiał niespokojnie, co pogłębiło jego obawy. —  Jesteś z Naruto?
—  Nie, nie ma go ze mną jeszcze, coś musiało mu wypaść. Czemu pytasz? —  Usiadł powoli, myśląc o tym, gdzie podziewał się Uzumaki.
—  Wiesz, gdzie jest? Słuchaj, stary, nie chcę cię martwić, jednak może zadzwoń do niego i sprawdź, czy jest okej. I od razu daj znać — powiedział szybko Hozuki, a zaraz po tym zakończył rozmowę.
Zdenerwowany chciał natychmiast wybrać numer Naruto, jednak uwagę Uchihy przykuło jedno nieodebrane połączenie.
—  Dzwonił do mnie trzy godziny temu —  mruknął pod nosem, z mocno bijącym sercem naciskając zieloną słuchawkę, lecz pomimo kolejnych licznych prób słyszał tylko dźwięk sygnału.
Niewiele myśląc, ubrał się w to, co rzucił obok łóżka poprzedniej nocy, i wyszedł.
—  Poczekaj! —  W drzwiach zatrzymał go Suigetsu. Przyjaciel oddychał szybko oraz niemiarowo, widocznie musiał biec.  —  Nie ma go?
—  Nie, co się stało? Skąd wiesz?
— Nie jestem pewien, jednak, gdy jechałem do Ino, utknąłem w korku, spowodowanym przez jakiś wypadek. I przejeżdżając widziałem samochód Naruto, znaczy pomarańczowego nissana, a kto inny do cholery ma takiego samego…
—  Jak bardzo duże? —  Sasuke przerwał tę paplaninę, czując nadciągające wymioty.
—  Co?
—  Zniszczenia —  szepnął.
Hozuki otworzył usta, jednak sekundę później je zamknął, rzucając jedynie znaczące spojrzenie współlokatorowi.
Uchiha chwycił za telefon, wybierając numer do Kushiny. Suigetsu uważnie obserwował mężczyznę, podczas gdy ten rozmawiał z matką Naruto. Mina przyjaciela wyrażała wszystko.
—  Zawiozę cię do szpitala, lepiej nie prowadź w takim stanie.
Sasuke kiwnął głową. Stawiał niepewne kroki, mimo że ziemia zdawała się osuwać spod stóp.
Następne dwie godziny minęły jak we śnie. Słowa lekarzy nie całkiem docierały do Uchihy. Każda kolejna informacja przytłaczała bardziej, wbijała w podłogę i odbierała oddech. Wyłapywał pojedyncze wyrazy, dokładne te, które budziły najwięcej emocji, Jednak, gdy z ust medyka padło oświadczenie o zgonie, Sasuke stracił poczucie wszystkiego. Skrajne uczucia rozpłynęły się, pozostawiając go pustego, dziwnie spokojnego. Siedząc pod ścianą, chował twarz w dłoniach, aby ukryć łzy. Dlaczego płakał, będąc obdartym z żywszych odczuć? Nie rozumiał niczego, próbował buntować się przeciw obezwładniającej martwocie. Pragnął powrotu wewnętrznego bólu, spowodowanego stratą ukochanego.
—  Podam panu coś na uspokojenie.
Siedzącą obok pielęgniarkę zauważył dopiero. kiedy kobieta wbiła igłę w jego żyłę. Wtedy też zarejestrował, że przestał zakrywać twarz dłońmi, a skupił wzrok na białych płytkach.
Uspokojenie? Był aż nadto spokojny, jednak nie miał siły wyrwać ręki lub zaprotestować.
—  Chodźmy do domu, Sasuke. —  Suigetsu złapał za ramię Uchihy, pomagając przyjacielowi wstać, co nie sprawiło żadnych trudności, gdyż mężczyzna słabo kontaktował.
Ostatnim, co Sasuke pamiętał, był dźwięk zatrzaskujących się drzwi samochodu.
***


W dzień po końcu świata świeciło Słońce. Sasuke nie rozumiał, jak ludzie mogli spokojnie podążać do pracy, szkół, a Ziemia wciąż obracała się wokół własnej osi. Dlaczego wszyscy sprawiali wrażenie, jakby kres wszystkiego nie miał miejsca? Z jakiej racji jego serce wciąż biło? Myślał nad tym wszystkim, kiedy ksiądz mówił o wieczności duszy. Spojrzał kątem oka na płaczącą obok Kusihnę. Czyżby ona także zauważyła apokalipsę?
Świat umarł dwadzieścia dwie godziny temu, zderzając się czołowo z pijanym kierowcą. Czy ktokolwiek w historii ludzkości przewidział, że zagłada nastąpi za sprawą jednego człowieka?
Uchiha zamknął oczy, gdy cały sens jego życia został zasypany ciężką ziemią.

1 komentarz:

  1. Chyba się popłakałam. Chyba nawet bardzo ;-;
    Ostatni akapit zabija, dziękuję za uwagę i pozdrawiam xD

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy